Blog > Komentarze do wpisu

Próba ognia !

Bóg dba o sprawiedliwość i pomaga tym którzy jej wytrwale szukają

Bóg słucha wołania o sprawiedliwość i nie zostawi wołającego bez odpowiedzi.

Bóg docenia każdego , kto walczy o sprawiedliwość lecz nie mieczem czy pięścią , ale słowem i prawdą.


 

Tego wszystkiego dzisiaj dane mi było doświadczyć w zaledwie 8 godzin od ujawnienia się niesprawiedliwości do jej upadku.

 

Jeśli jesteście ciekawi jak to się stało zapraszam dalej do przeczytania.

 

Chora starsza pani.

 

Była sobie pewna kobieta która była schorowana i samotnie mieszkała w bloku. Miała dwie córki dorosłe , które pracują we Francji. Pewnego dnia upadła i jakby nie jej sąsiedzi nikt by nawet nie wiedział że umarła. Trafiła do szpitala i tam wyratowali ją z "doliny śmierci" jednak stan jej był poważny. Kobieta wymagała 24-godzinnej opieki, nie miała odruchu przełykania więc zamontowali jej system zewnętrznego karmienia "PEG". Córki stanęły przed poważnym problemem ponieważ żadna z nich nie miała zamiaru powracać, lub nie mogła. Postanowiły wynająć kogoś , kto zajmie się ich chorą matką po opuszczeniu szpitala.

 

Moja żona podejmuje opiekę.

 

Moja żona Aśka jak wielu z was pamięta musiała zakończyć pracę w domu opieki jakiś czas temu i jest obecnie bezrobotna. Została polecona przez pewną pielęgniarkę tej rodzinie jako osobę zaufaną i kompetentną do tego by zajęła się chorą panią. Aśka przyjęła propozycję i stała się w raz z inną pielęgniarką, powiedzmy zespołem opieki tej pani.

 

 

Pertraktacje wynagrodzenia z rodziną.

 

 

Aśka umawiając się na konkretną sumę jako wynagrodzenie miesięczne poszła na rękę rodzinie do tego stopnia , że zgodziła się ostatecznie na bardzo niską sumę. Nadmieniam że nawet w biednym Podkarpaciu 5 zł za godzinę to jest bardzo mało, szczególnie za tak odpowiedzialne zadanie jakie miała wykonać moja żona ( podawanie leków oraz specjalnego jedzenia urządzeniem PEG ).

Aśka chwalona za profesjonalną opiekę.

Pracowała 9 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu, choć miała ustalone że sobota i niedziela będą wolnymi dniami. Jednak sytuacja wymagała by przez pierwsze 2 tygodnie jednak była cały czas. Kobieta oprócz całkowitego unieruchomienia dodatkowo miała depresję i stany lękowe, które przez moją żonę zostały skutecznie stłumione. Była chwalona przez samą starszą panią jak również lekarza i pielęgniarkę środowiskową, wszystko szło bardzo dobrze, kobieta została wyciągnięta z kryzysu i zaczęła wstawać na nogi!.

 

2 tygodnie zamienia się w 4 tygodnie.


Szybko okazało się że obiecane dwa tygodnie pracy w soboty i niedziele zamieniają się w 4, w międzyczasie podziękowali pielęgniarce która ciągnęła nocki ponieważ za dużo sobie pieniędzy liczyła ( 8 zł /h ) podczas gdy moja żona robiła całą robotę w ciągu dnia za 5 zł!. Ale nic powtarzałem żonie że trzeba pomagać i są córki tej kobiety w trudnej sytuacji i na pewno jej dadzą . jakąś nagrodzę za to. Osobiście też modliłem się by moja żona nie popełniła jakiegoś błędu przy karmieniu PEG i nie doprowadziła do pogorszenia zdrowia tej pani. Aśka była co raz bardziej zmęczona i zaczęła mi "fiksować" w domu a to oznacza że musi odpocząć!.

 

Upomnienie się o dni wolne początkiem problemu.

 

 

Córki starszej pani były dość zakłopotane faktem że dni wolne będą musiały kimś innym wypełnić.

Wtedy zaczęły się dziwne rozmowy przez telefon i pewne sugestie że Aśka jednak nie wykonuje pewnych czynności. Jednocześnie opowieści o rzekomej ciężkiej sytuacji finansowej we Francji to był pierwszy niepokojący sygnał. Wtedy pojawia się pani Marysia.

Marysia pomaga różańcem !.

Marysia wypełniła lukę po pielęgniarce i zaczęła ciągnąć nocki, jednak zaczęła szybko zdobywać zaufanie córek z Francji przez telefon, oraz starszej pani namawiając do wspólnych zdrowasiek nocami. Do córek opowiadała chwaląc się jak to nie sprząta i trzyma porządek w zapuszczonym domu, dając sugestię że Aśka zaniedbuje tą sferę jej obowiązku. Żona w ciągu dnia odwalała całą robotę ponieważ karmiła, przygotowywała leki do podania przez PEG oraz
czyściła ten sprzęt kilka razy w ciągu dnia. Bardzo jej było przykro ale niestety przy takich czynnościach utrzymywanie porządku może być wykonywane na zaledwie podstawowym poziomie. Córki były zgodne zapewniając żonę : " Pani Asiu pani jest tylko od opieki". Jednak sytuacja zmieniła się od momentu upomnienia się o dni wolne, nagle żona dowiedziała się że powinna jednak sprzątać kiedy tego nie robiła wcześniej!. Pani Marysia zaoferowała że chętnie przejmie soboty i niedziele w całości za moją żonę, jednak wymagało to nauczenia się obsługi PEG.

Aśka przyjęła z chęcią propozycję i wyszkoliła Marysię w obsłudze PEG, nie wiedząc że przypieczętowała ty swoją pracę przy tej pacjentce!.

Propozycja nie do odrzucenia!.

 

Żona dowiedziała si nagle przez telefon że nie wypełnia prawidłowo swoich obowiązków, rzekomo zaniedbując porządki, oraz postawiono jej zarzut że nie prowadzała pani od samego początku na nogi. ( lekarz, pielęgniarka, ostatecznie opiekunka decyduje kiedy można to bezpiecznie zrobić ).
Córka z Francji gdzieś przeczytała co należy do zdań opiekunki i poinformowała że jak przyśle pieniądze listem, dołączy również list z obowiązkami opiekunek do wglądu, zmieniając wcześniejszą formę z : "Asieńko" na " , "pani Asiu", to oznaczało zmianę nastawienia. Dodatkowo dowiedziała się że niestety ale będzie musiała pracować w soboty i niedzielę przez następne 1/5 miesiąca ponieważ pani Marysia nie może. Żona oznajmiła że nie może ciągnąć 7 dni w tygodniu bez przerwy ponieważ to źle się odbija na jej życiu domowym, szybko usłyszała że w takim razie "jutro" może nie przychodzić, "mamy na pani miejsce kompetentną osobę" .... oczywiście chodziło o p. Marysię!. Aśka walnęła tym i przez tydzień odpoczęła czekając na list z zapłatą po który miała się zgłosić do domu pacjentki.

 

 

Godzina niesprawiedliwości.

 

Dzisiaj o godzinie 11-tej Aśka dostała telefon by przyszła po list w którym była umówiona suma na samym początku. Kiedy do mnie zadzwoniła i poprosiła bym przyszedł do niej wiedziałem że ma kłopoty, ponieważ tak się umawialiśmy przeczuwając próbę oszustwa. Okazało się że w kopercie było 210 euro czyli na PL 860 zł, zamiast obiecanego 1400zł że nie wspomnę o dodatku za wekendy. Moją żonę ogarną żal i gniew zarazem dlatego poprosiła mnie o wsparcie, wiecie należy zawsze mieć plan "B". Na wieść od żony zawiązałem na głowie chustę samuraja i powiedziałem szefowi że muszę coś załatwić!. Kiedy dotarłem na miejsce Aśka stała już na zewnątrz drzwi ponieważ została wyproszona niegrzecznie i wyzwana przez jedna z córek za nienormalną przez telefon z powodu upominania się za resztę sumy. Kiedy szedłem do niej modliłem się po cichu by mi Chrystus pomógł zwalczyć "gniew samuraja" który jednak mam i muszę z nim walczyć, wiedziałem że muszę poprosić Boga by za mnie mówił ponieważ tu trzeba mądrości!. Dotarłem na miejsce i stanęliśmy przed drzwiami na klatce schodowej, były pukania i prośby o otworzenie drzwi itp.

Wszystko na nic. Zacząłem pukać po sąsiadach i oznajmiać każdemu do jakiej niesprawiedliwości doszło w tej chwili, ludzie wyglądali i zdziwieni wysłuchiwali co mówię, większość znała moją żonę i rozpoznawała ją ponieważ widywali ją przez ostatnie 1.5 miesiąca jako opiekunkę, nie kryli zdziwienia sytuacją że ich sąsiedzi mogli coś podobnego komuś zrobić. Zostałem przez drzwi straszony że jedzie policja, wyszedłem na zewnątrz budynku i zacząłem głośno wołać do ludzi jak na filmach: :

 

"Wołam do was mieszkańcy tego budynku, do sąsiadów mieszkanki z numeru ** i oznajmiam wam jaka niesprawiedliwość została popełniona na dziewczynie która przez 360 godzin pomagała wstać starszej pani na nogi po ciężkiej chorobie, pocieszała ją kiedy nie było nikogo bliskiego obok niej, codziennie karmiła i opiekowała się, i została ostatecznie oszukana otrzymując połowę zapłaty należnej i obiecanej, oskarżonej kłamliwie o lenistwo. Nie o pieniądze tu chodzi ale o sprawiedliwość!."

 

Potem poszliśmy ja wróciłem do pracy żona do domu. Po kilku godzinach kiedy pojawiłem się w domu znowu zaczęliśmy rozmawiać i ubolewać, odbyła się również rozmowa przez telefon jednak córka z Francji nawet nie dopuściła mnie do głosu jedynie "wyrzygała" na moją żonę kubeł kwasu kłamiąc w żywe oczy i nazywając ją "śmierdzącym leniem który nie zasługuje na więcej niż dostała". To mnie dobiło i mimo tego nie poddałem się obiecałem jej że sprawiedliwość zawsze wychodzi.


Desperacja, proszę Boga o rozstrzygnięcie!.

 

Po rozmowie zaczęły mną targać jakieś wątpliwości:  "a co jeśli to nie my mamy rację i sprawiedliwość jest po stronie córek?". Popatrzyłem na moje danie które właśnie miałem zjeść choć nie bardzo byłem przez to wszystko głodny. Wtedy powiedziałem do Boga:

 

"Boże jeśli my nie mamy racji i moja żona rzeczywiście jest winna a ja tego nie wiem daj mi znać, niech to danie do zachodu słońca wyleci ze mnie biegunką i będę wtedy wiedział że walczyłem w próżnej sprawie. Jeśli my mamy rację niech normalnie się strawi, ponieważ chcę tylko sprawiedliwości nie pieniędzy".

 

 

Zjadłem to i czekałem w niepewności, leżałem i słuchałem jak Aśka jeszcze gada i gada i ubolewa nad tym jak ją potraktowali, ja jej powiedziałem tylko do zachodu słońca będziemy wszystko się wyjaśni i zaręczam was że to było tak mimo woli. Leżałem i patrzyłem w okno jak słońce powoli zachodzi, może wyda się wam to śmieszne ale oczekiwałem biegunki !. Jednak rzeczywistość okazała się mega zaskakująca.

 

Godzina sprawiedliwości.

 

Kiedy rozległ się telefon żona powoli zaczynała się oswajać że musi się pogodzić z porażką, odebrałem go za nią i okazało się że to p. Marysia dzwoni w imieniu jednej z córek by przekazać informacje. Była bardzo roztrzęsiona i przepraszała mnie sam nie wiem za co, potem oznajmiła że było u starszej pani pogotowie bo się pogorszył stan nagle - pewnie z nerwów. Dowiedziałem się że córki jednak zadecydowały ,że 30 czerwca przyjedzie jedna z nich i umówi się na spotkanie by wyrównać kwotę pieniężną!. Poprosiła w imieniu córek i swoim byśmy więcej nie robili im takich scen wobec sąsiadów!, dodatkowo trzęsącym się głosem oznajmiły że się one boją!, powiedziałem jej by się nas nie bały że jesteśmy normalnymi ludźmi nie bandytami, nadmieniając że tylko walczyłem o sprawiedliwość nic więcej, wyczułem że się rozpłakała i szybko rozłączyła słuchawkę!.

 

 

"Chwała Bogu sprawiedliwemu".

 

Takim wpisem na czacie facbooka skwitowałem to na naszej grupie, wielu to przeczytało i pytało co się stało, ale ja długo nie umiałem im wyjaśnić w kilku zdaniach co się stało, i co czuję w tym momencie, dlatego dokładnie opisałem co opisałem dla was moi drodzy, którzy czekacie sprawiedliwości, albo w nią wątpicie. Walczmy o sprawiedliwość naprawdę Bóg lubi to i wyjątkowo docenia każdego kto staje szczerze po stronie prawdy.

 

 

 

 



wtorek, 13 czerwca 2017, uramibushi

Polecane wpisy